Bonusy
...piu illusoria dell'amore
Layout specjalnie dla "Szkoły wyprzedzania" wykonała sama autorka. Nagłówek popełniony na bazie zdjęcia pożyczonego ze strony Mega-Łady. Muzyka również stamtąd. W rolach głównych na szablonie: Wbrew zamierzeniom Autorki, lay najładniej wygląda w IE. Na szczęście działa we wszystkich przeglądarkach.
|
Rozdział XII: Zakochani oszuści [II]Znowu szybciej niż by się można spodziewać, wchodzi mi to chyba w krew. W każdym razie - enjoy.Za tydzień, w ramach odpoczynku, będzie miniaturka. Najlepszego wszystkim w nowym roku ; ) – Chciałeś, żebym przyszła. – Jej delikatny głos odbijał się echem po niemal pustej sali. – Coś się stało? – Wiesz, co – westchnął. – Jak ci poszło? Skrzywiła się, odwracając wstydliwie wzrok. – Właściwie nijak – oznajmiła ze skruchą. – Ilekroć zaczynałam mówić o klubie czy żużlu w ogóle, tata tak na mnie patrzył… Spróbowałam go za to jakoś ugłaskać: wiesz, zgadzałam się ze wszystkim, co mówił, nawet kiedy wygadywał brednie, oglądałam z nim stare filmy tak jak kiedyś… Ale nie wiem, czy to cokolwiek da – przyznała, przygryzając wargę. Na palec nawijała sobie nerwowo kosmyk włosów. – Zaraz się o tym przekonamy – stwierdził, wędrując wzrokiem do jej rąk. Miała drobne dłonie, zupełnie jak dziecko… W ogóle przypominała trochę małą, zalęknioną dziewczynkę. I chyba już nie miała w planach wydzierać mu starych tajemnic. Gdyby się zgodziła, nie byłoby tak źle. Zdążył wybaczyć jej tamtą nocną wizytę. Przynajmniej tak długo, dopóki nie dobierała się do jego przeszłości. Nie to jednak było teraz najważniejsze. – Dobra, idę – zdecydował się wreszcie. – Życz mi szczęścia i… i nie bądź zła, jeśli się nie uda, dobrze? – poprosił, spoglądając na nią poważnie. Oboje mieli świadomość, że Igor to wyjątkowo uparta osoba. – Wolałabym nie zakładać takiej opcji – zaśmiała się nerwowo, odprowadzając go wzrokiem aż do drzwi. Przemierzył korytarz sprężystym krokiem, próbując odzyskać wiarę w swoje – średniej jakości – umiejętności dyplomatyczne. Przeszkadzała myśl, że skoro nawet Nataszy nie udało się przekonać ojca, jak niby ta misja ma się powieść jemu? Ławriczenko stał przed siedzibą klubu, tocząc błahą – przynajmniej tak Dymitr stwierdził po usłyszeniu jakichś trzech zdań – niezobowiązującą pogawędkę z Jewgienijem. Na widok prezesa Kazdrowicza umilkł, ograniczając się do rzucania co jakiś czas nieprzychylnego spojrzenia. Dymitr wziął głęboki oddech. – Igor, możemy porozmawiać? Trener zmarszczył brwi. – Jeżeli to naprawdę konieczne… – zaczął nieufnie. – Mam nadzieję, że usłyszę coś innego niż ostatnio. To z pewnością. Kobrin taktownie ulotnił się z pola widzenia, jego śladem zaś podążyli pogrążeni w rozmowie Grisza i Swieta. Przez chwilę jeszcze w ciepłym, lipcowym powietrzu unosił się dyskretny zapach perfum Konowałowej. – No to słucham. – Igor zmrużył oczy. – Cóż to takiego ważnego masz mi do powiedzenia? Dymitrowi stanowczo nie podobał się ten ton. Prezes przełknął jednak chęć odpowiedzenia czegoś złośliwego – gra szła o zbyt wysoką stawkę, by kończyć ją nim rozpoczęła się na dobre. – Właściwie nic nowego – zaczął, siląc się na beztroskę. Z trudem powstrzymywał ironię, nadto zaś nie zamierzał płaszczyć się przed Igorem. Co to, to nie. – Doceniam twoją klasę jako trenera, co podkreślałem wielokrotnie. Tym bardziej trudno mi się z tobą żegnać. Cholera, skomentował w myślach z rosnącym niepokojem. Toż to brzmi gorzej niż mowa pogrzebowa! – Wciąż liczę, że jednak zmienisz zdanie – kontynuował dzielnie, odważnie mierząc się wzrokiem z Ławriczenką. – Żal tracić kogoś takiego jak ty. Zwłaszcza w połowie sezonu, zwłaszcza gdy drużyna idzie na mistrza… Sam mówiłeś, że morale zespołu musi zostać zachowane, a o jakim morale będzie można mówić, kiedy zawodnicy dowiedzą się, że zrezygnowałeś tak po prostu? – Nie tak znowuż „po prostu” – burknął Igor, odwracając wzrok. – Nie podoba mi się to, co mówisz – dodał oschle. – Bawisz się w pochlebstwa, to do ciebie niepodobne. Lepiej powiedz od razu, dlaczego tak ci zależy, żebym został. Kazdrowicz poczuł, że właśnie wytrącono mu z ręki jedyną broń, jaką miał. – Właśnie dlatego – spróbował, starając się zachować opanowanie. – Jesteś znakomitym trenerem, a zawodnicy… Igor nie dał mu dokończyć. – Dymitr, mów prawdę. – Dobrze – skapitulował wreszcie, rozumiejąc, że teraz dyplomatyczne wybiegi może schować do kieszeni i co najwyżej wytapetować sobie nimi pokój. – Po tym, jak powiedziałeś, że odejdziesz… Była u mnie Natasza. Płakała. – Obojętność w jego głosie zmieniała się powoli w dziwaczne połączenie współczucia i skruchy. – Prosiła, żebym nie pozwolił ci zrezygnować. W życiu jej nie widziałem tak zrozpaczonej. Przyrzekłem, że zrobię co w mojej mocy – chociaż nie mam planu i obawiam się, że wyczerpałem już arsenał środków, jakimi dysponowałem. Mógłbym cię jeszcze zaszantażować – pozwolił sobie na blady uśmiech – ale to raczej nie jest zbyt dobry sposób. Igor wpatrywał się w niego z osłupieniem. – Więc zrobiłeś to… – zaczął, a w jego głosie rozbrzmiewało niedowierzanie – …dla Nataszy? – Ona wcześniej to samo zrobiła dla mnie – oznajmił Dymitr, wbijając wzrok w dziurawą płytę chodnika. – Igor, zrozum! – jęknął nagle, w jednej sekundzie zupełnie tracąc opanowanie. – Nieważne, co myślisz o mnie jako o prezesie i jako o człowieku! Nie możesz odejść! Wszyscy cię potrzebujemy – klub, zawodnicy, Natasza… W nieprzejednanym dotąd trenerze na dźwięk imienia córki jakby coś drgnęło. – Daj mi tę jedną szansę, ostatnią – ciągnął rozgorączkowany Dymitr. Już nie panował nad tym, co mówi, słowa same wyciekały z niego nieprzerwanym potokiem. – Nie proszę o to dla siebie, tylko dla nich wszystkich. Chcąc mnie ukarać, ukarzesz cały klub. Nie chcesz tego, przecież wiem. Chcesz, tak jak ja, żeby Daewoo zostało mistrzem… Więc zostań, choćby tylko do końca sezonu, jeśli naprawdę nie wytrzymasz dłużej. Igor, do diaska, mam cię błagać na kolanach?! Nie wiedział, co się z nim dzieje. Nagle naprawdę uwierzył, że jeśli Igor teraz odejdzie to koniec, wszystko stracone. Dłonie drżały mu nieznośnie, nie miał pojęcia, co z nimi zrobić. – Uspokój się. – Głos Ławriczenki wciąż był nieprzeciętnie obojętny, jakby trener nie miał zamiaru nawet swym tonem dać prezesowi nadziei. – Nie zależy mi, żebyś robił widowisko i się poniżał. Ale przyznam – czyżby to drżąca nuta zabrzmiała w jego pewnym basie? – że nie spodziewałem się tego po tobie. – Czego? – spytał oszołomiony. – Że będziesz w stanie przyjść i powiedzieć mi to wszystko. Sądziłem raczej, że napuszysz się i będziesz czekał, aż to ja ciebie przeproszę. Kiedyś byś tak zrobił, prawda? – Tak – odparł cierpko Dymitr, nie patrząc już Ławriczence w oczy. – Igor, nie przeciągaj struny, proszę. Daj mi po prostu odpowiedź – tak czy nie? Zdawało się całą wiecznością, nim trener otworzył wreszcie usta. – Nie. Dymitr zamarł, nie wierząc własnym uszom. Po tym, jak powiedział całą prawdę, jak – nie bacząc na ten przeklęty honor – niemal błagał Igora… Po tym wszystkim doczekał się zwyczajnego „nie”? Spojrzał na trenera z żałością, a on… Nie do wiary, on się uśmiechnął! I to nie złośliwie czy ponuro. Jego twarz rozświetlił prawdziwy, szczery uśmiech. – Nie – powtórzył, a w jego głosie pobrzmiewało teraz rozbawienie – nie odejdę. * – Tasza! – Głos Dimy wyrwał ją z szoku, w jakim znalazła się na samym początku zebrania. Po nieokreślonej, dziwacznej minie Dymitra i po tym, że wchodząc do sali nawet na nią nie spojrzał, wywnioskowała, że mu się nie powiodło. Tymczasem chwilę później jej ojciec powstał z miejsca, wszem i wobec ogłaszając, że jednak zostaje. Nie mieściło jej się to w głowie! Dima dokonał cudu – przecież nawet ona straciła nadzieję. Popatrzyła na niego w oszołomieniu. – Muszę ci coś powiedzieć – oznajmił, zajmując krzesło obok, zwolnione uprzejmie przez Swietłanę. Rzeczniczka brzęknęła na pożegnanie bransoletami i już jej nie było. – Ja też – wypaliła Natasza. – Dziękuję! – Pomna wcześniejszych doświadczeń, tym razem po prostu ścisnęła jego dłoń, czując przy tym przyjemne ciepło rozlewające się po całym ciele. Uśmiechnął się promiennie. – Nie ma za co – odparł. – Teraz jesteśmy kwita, nie? – zapytał wesoło. Z rozczuleniem popatrzyła na jego radość, a potem, kiwając potakująco, odwzajemniła uśmiech. – Ale chyba nie to chciałeś mi powiedzieć, prawda? – spytała, przekrzywiając głowę. Dima zakłopotał się nieco, choć natychmiast zmazał zgrabnie to wrażenie, rozpierając się w trzeszczącym fotelu z pewnością siebie wypisaną na twarzy. A jeszcze później pewność znikła, jakby uznał ją za niestosowną do okazji. Natasza cierpliwie przypatrywała się temu wszystkiemu, z dumą stwierdzając, że ani razu zachwyciła się szczeniacko jego czarującym uśmiechem czy spojrzeniem, jakim ją obdarzał. Robię postępy. Wreszcie Dymitr nachylił się do niej, ściszając głos: – Tylko że to raczej sprawa w cztery oczy… – Niepewnie potoczył wzrokiem po sali. Natasza też popatrzyła. Jewgienij gawędził z Igorem, Kirył i Giennadij coś sobie wyjaśniali, sycząc przy tym niczym węże, Grisza rozmawiał przez telefon. Tylko Wania siedział w kącie, dając Dimie jakieś tajemne znaki. – Albo nie – zdecydował prezes. – I tak nikt nas nie słucha. Chciała wtrącić, że przecież Karpiejew ewidentnie zamierza podsłuchiwać ich rozmowę – ale gdy zobaczyła wzrok miliardera, stwierdziła, że o cokolwiek by nie chodziło, on na pewno jest wtajemniczony. – Widzisz, jest taka sprawa… – Dymitr zaczął opowiadać. A im dłużej mówił, tym bardziej jej oczy rozszerzały się w bezgranicznym zdumieniu. Snuł jakąś przedziwną opowieść o liście od zmarłego ojca, cerkwi w wiosce pod Bałakowem i podróży, którą koniecznie musiał odbyć, nie zwracając na siebie uwagi. Nie rozumiała tylko, gdzie w tym wszystkim jej miejsce. – Wańka wpadł na genialny pomysł – kontynuował Dima, a ona zauważyła, że policzki spłonęły mu dramatyczną czerwienią. To chyba nie był dobry znak… – Podobno najmniej podejrzeń wzbudzają zakochane pary, świeżo zaręczone, wiesz, romantyczna podróż po drogach i bezdrożach… Wańka to lepiej opowiada! – westchnął z irytacją. – W każdym razie – usłyszała wyraźnie, jak Dymitr przełyka głośno ślinę – chciałbym cię prosić, żebyś wzięła udział w tym… przedstawieniu… jako… – urwał, zanosząc się kaszlem. Gdzieś w oddali Wania parsknął cichym śmiechem. Natasza tymczasem wpatrywała się w Dimę zszokowana, nie będąc w stanie dopuścić do siebie myśli, że zna zakończenie tej prośby. – Jako…? – spytała nieobecnym głosem. Przez chwilę siedzieli w kompletnej, zdawałoby się ciszy. Tylko niewiarygodnie daleko Karpiejew niemal płakał ze śmiechu, rozlegały się podniesione głosy wiceprezesów, a Grisza bawił się klapką telefonu, postukując nią rytmicznie. Na ten jeden moment wszystko zamarło. – Jako moja narzeczona – wypalił wreszcie Dymitr, odwracając zawstydzony wzrok. Nataszę zamurowało. To znaczy, spodziewała się podobnej propozycji już, gdy Dima zaczął kluczyć i plątać się nieznośnie. Teraz jednak, kiedy usłyszała to z jego ust, nie mogła wydobyć z siebie najmniejszego dźwięku. Sytuacja ją zwyczajnie przerosła. – S-słucham? – wykrztusiła w końcu, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. Wodził wzrokiem po sali, unikając jej spojrzenia. – Wiedziałem – westchnął z rezygnacją. – Mówiłem nawet Wańce, że na pewno nie będziesz chciała brać w tym… – Ale ja nie powiedziałam, że nie chcę! – przerwała mu szybko, zdając sobie nagle sprawę, że to swego rodzaju ziszczenie marzeń. Skoro na rzeczywiste odwzajemnienie jej pseudouczuć nie miała najmniejszych szans, dlaczegóżby nie skorzystać z podetkniętej pod nos okazji? Nie chodziło o jakieś czułości – nie chciało jej się wierzyć, że Dima, nawet udając, byłby wobec niej do takowych zdolny – ale o samo to, żeby pobyć z nim trochę, pogadać luźno jak wtedy w pubie… I coś jeszcze, choć wiedziała, że szansa na dobre rozegranie tej sprawy jest bliska zeru. Bądź co bądź, nie zamierzała rezygnować z okazji. – Zgodzisz się? – W jego oczach zjawiła się iskra nadziei. Nieśmiało kiwnęła głową. – Skoro potrzebujesz kogoś do tej roli, a ja akurat jestem pod ręką… Czemu nie? – Uśmiechnęła się, za wszelką cenę starając się nie pokazywać po sobie, jak bardzo ta propozycja ją ucieszyła. – Tasza, jesteś wielka! – Nie kryjąc radości, ucałował ją w rękę. – Ale nie przeszkadza ci, że to już jutro? – dopytał, jakby wciąż nie wierząc własnemu szczęściu. – Jeśli usprawiedliwisz jakoś moją nieobecność na najbliższym treningu… – Masz to jak w banku – obiecał, wyraźnie zadowolony. Dopiero wtedy do Nataszy w pełni dotarło, na co się zgodziła. I miała ochotę pisnąć ze szczęścia, ewentualnie – w ramach prób przed wielkim przedstawieniem, a jakże inaczej – rzucić mu się na szyję. Inna sprawa, że wtedy pewnie odwołałby wszystko, co powiedział. Na szczęście, nie musiała toczyć ze sobą wewnętrznej walki. Obojgu im przeszkodził bowiem teraz Kirył, siadając naprzeciwko i pochylając się ku nim przez połyskujący blat. W tle trzasnęły drzwi za wzburzonym Giennadijem. – Natasza! – zwrócił się do niej, a w jego oczach rozbłysły nieodgadnione iskry. – Od dawna chciałem cię o coś spytać, a ciągle o tym zapominam! Przyjrzała mu się z zainteresowaniem. Jakież to pytanie mógł mieć do niej ten przyjaźniej nastawiony z wiceprezesów? – O co chodzi, Kiryle Georgijewiczu? – Na wszelki wypadek użyła oficjalnej formy. W końcu bruderschaftu jeszcze nie wypili. – Słyszałem, że piszesz pracę doktorską o dyktatorach czy coś w ten ton – zaczął Kalisimow, podpierając się łokciem na śliskim blacie. Teraz i Dymitr spojrzał na nią z niekłamanym zaciekawieniem. Uśmiechnęła się do nich obu – rozmowa schodziła na sprzyjający jej grunt. – Zgadza się – przytaknęła uprzejmie. – Konkretnie o mechanizmie działania umysłów dyktatorów oraz o pewnych cechach wspólnych, które determinują predyspozycje do zostania Wielkim Wodzem. Z rosnącym samozadowoleniem obserwowała, jak na twarze obu rozmówców wstępuje szczere zdumienie. Ha, tego się po niej nie spodziewali! – To znaczy – wyjaśniła szybko – na razie głównie zbieram materiały, więc niewiele mam sprecyzowanych obserwacji. Pokiwali bezmyślnie głowami. – To ciekawy temat – kontynuowała, widząc ich zainteresowanie. – Okazuje się na przykład, że pewne cechy, wrodzone predyspozycje ujawniają się już w dzieciństwie. Jeśli otoczenie je dostrzeże, może ukierunkować przyszłego Wielkiego Wodza. Innymi słowy, w dużej mierze to od tego właśnie otoczenia zależy, czy taki osobnik wykorzysta swoje zdolności do podbojów i realizowania imperatorskich ambicji, czy też raczej skieruje się ku jednoczeniu świata. Wielki Wódz nie może stanąć pośrodku; może być tylko albo egoistą – i wtedy kończy jak Stalin czy Hitler – albo altruistą… Chciała dopowiedzieć, podać swój ulubiony przykład – choć wszyscy, którym dotychczas o tym mówiła, reagowali nieodmiennie prychnięciami. Kirył jednak odzyskał nagle zdolność mowy i natychmiast postanowił przerwać Nataszy: – To twoja prywatna obserwacja? – spytał. Blask w jego oczach stawał się coraz bardziej niepokojący. – Częściowo – odparła. – Kilka lat temu usłyszałam w radiu podobną teorię. Nie pamiętam tylko, kto ją wygłaszał – chyba jakiś polityk… Myślała, że pewnie rozczaruje wiceprezesa. Wprost przeciwnie – dawno nie widziała go tak rozradowanego. Co go niby tak ucieszyło? – Całkiem możliwe – zgodził się z nią w kwestii autora wypowiedzi. W stalowoszarych oczach zatańczyły figlarne iskierki. Joanna Andriejewna Bazgrolnikowa 4/01/2010 19:50:22 [Powrót] Opinie? Już jest^. Liv 8/01/2010 18:26:25 | brak www IP: 83.27.108.27 Droga Joanno, w ciągu najbliższych piętnastu minut na Ławie Przysięgłych pojawi się moje pochwalne pienie ku "Szkole" (czekam na imageshacka). Zapraszam do zapoznania się z oceną, wyrażenia opinii i może wylania swoich złych i dobrych uczuć na www.zlo-konieczne.blog.onet.pl, ale to już nie pod przymusem. Pozdrawiam. Liv 8/01/2010 18:07:45 | brak www IP: 83.27.108.27 Wańka, nie wątpię xD z Twoją kasą możesz wszystko. Parafrazując pewne zdanie z "Anny Kareniny", stwierdzę retorycznie: "he is very charming. Isn't he?" Prezio doskonale wie, jak grać na emocjach, chociaż chyba z premedytacją tego nie robi. A za to, że dumę i honor zdusił - moje gratulacje! Się nie dziwię, że Nataszka się zgodziła (swoją drogą, ja wyjaśnienia pożądam: czy Natalia i Natasza to to samo imię?). Ona dla tego wariata zrobi wszystko, łącznie ze staniem na głowie. Taka z nich para, że wszyscy się nabiorą, nie ma co :P No i z czego ten Kirył się cieszy? Praca o dyktatorach świetna rzecz! Mestari 7/01/2010 19:35:45 | brak www IP: 88.220.82.32 Pracę o dyktatorach pisze, a o poczciwym Wani dziewczę zapomniało ;P :D. Młody, piękny, kasiasty... Tylko czekać, aż przejmie władzę nad tym skorumpowanym krajem ;P :D. A Dimuś coś za dużo stresów ostatnio ma. Powinien walnąć kielicha na poluzowanie zwieraczy ;P. Wania 4/01/2010 19:56:17 | brak www IP: 94.40.28.133 |