Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział XVII: Za słowa się płaci [II]

czytaj

Bonusy

...piu illusoria dell'amore
Brand New Boss [1|2]
Ting Tar Tid [1|2|3]


 

Layout specjalnie dla "Szkoły wyprzedzania" wykonała sama autorka. Nagłówek popełniony na bazie zdjęcia pożyczonego ze strony Mega-Łady. Muzyka również stamtąd. W rolach głównych na szablonie:
Arif Alijew jako Dymitr
Renat Gafurow jako Emil.
Cała reszta moja. Chcesz coś? Poproś!

Wbrew zamierzeniom Autorki, lay najładniej wygląda w IE. Na szczęście działa we wszystkich przeglądarkach.

 

 

logo

szkola

  Strona główna Menu Linki Żużel dla początkujących


Rozdział XVII: Za słowa się płaci [II]

Nie pamiętam, pod wpływem czego byłam, jak pisałam tę część, ale jest... dziwna. Za to ją lubię.

Wesołego jajka, braci czytająca!

EDIT: O kwi, kwi, kwi! Wprawdzie prima aprilis już był, ale o tym żarcie dowiedziałam się przed chwilą. Dla miłośników Rosji, żużla i Nickiego Pedersena (oraz dla wszystkich innych, chociaż oni nie zrozumieją chyba siły przekazu): Nicki Rosjaninem. Pasuje klimatem do Szkoły, więc macie.


Wspomnienie, które już zdążyło sprawić, że coś boleśnie ścisnęło go w dołku, rozproszyło się na dźwięk telefonu. Znienawidzona melodyjka zabrzmiała teraz niczym najcudowniejsza pieśń.
Rzucił się w stronę leżącej na stoliku komórki.
I natychmiast stracił irracjonalny entuzjazm, widząc na wyświetlaczu domowy numer Ławriczenków. Odebrał machinalnie, w duchu plując sobie w brodę, że kolejny raz dał się omamić złudnej nadziei.
– Hej, Emil, mam nadzieję, że cię nie obudziłam – zaszczebiotała radośnie Natasza. W jej głosie brzmiała euforyczna wręcz radość. Ciekawe, co się stało? Jakoś wątpił, by mecz był jedynym powodem szczęścia córki trenera. – Słuchaj, masz gdzieś pod ręką Dimę? Chyba mu się telefon rozładował, bo dzwonię i dzwonię, i ciągle tylko słyszę pocztę głosową. To oczywiście nic pilnego, ale chciałam z nim pogadać, bo…
– Tasza – przerwał jej paplaninę złamanym głosem – Dimy nie ma.
– O tej porze? – zdziwiła się uprzejmie. Jej radość nieco zmalała. – A gdzie jest?
Ledwie powstrzymał się, by na nią nie nakrzyczeć. Przecież nie była niczemu winna.
– Też chciałbym to wiedzieć… – wykrztusił w końcu, walcząc z falą rozpaczy, jaka go teraz zalewała. Jakimś zakamarkiem umysłu pomyślał tylko, że Natasza, jako psycholog, na pewno coś wymyśli.
A może po prostu głęboko pragnął w to wierzyć.
– Emil… Co się stało? – spytała, zaniepokojona. Poziom radości wydawał się spaść do zera. Zaraz dojdzie do wartości ujemnych, pomyślał z ironicznym smutkiem.
– Pożarliśmy się, i to ostro – przyznał, przygryzając wargę. Nie miał siły wstać z łóżka, a płynąca z laptopa muzyka przeszkadzała mu w zebraniu myśli. – Powiedziałem coś, czego nigdy, przenigdy nie powinienem był mówić… A on trzasnął drzwiami i przepadł… – Mówił teraz cicho, dziwił się, że Natasza w ogóle go słyszy. – Myślałem, że poszedł się gdzieś upić, sam bym tak zrobił na jego miejscu… Ale nie wrócił. Samochodu nie ma, telefon nie odpowiada, a ja… Ja już naprawdę nie wiem, co mam zrobić! – krzyknął w desperacji, opierając się plecami o zimną ścianę. W ustach poczuł smak krwi; to przegryziona warga dawała o sobie znać, piekąc przy tym nieznośnie. On zaś skubał ją dalej, pomimo bólu, robiąc wszystko, byleby tylko nie pozwolić sobie na łzy.
Duzi chłopcy nie płaczą…
Ktoś w ogóle go spytał, czy chce być dużym chłopcem?!
– Cicho, Emil, cicho – rozległ się w słuchawce łagodny, choć drżący zdradziecko, głos Nataszy. – Będzie dobrze, zobaczysz. – Powiedziała to bez przekonania, lecz mimo wszystko był jej wdzięczny za te słowa. – Zadzwonię rano, okej? Dima na pewno wróci do tego czasu…
– A jeśli nie? – spytał cicho i bezbarwnie.
– Jeśli nie… – zawahała się, wyraźnie stropiona – … to wtedy się będziemy martwić.

*

Nie wrócił.
Emil całą noc przesiedział przy drzwiach wejściowych, nawet na chwilę nie zmrużywszy oka. Każdy trzask, każdy szelest, każdy stukot dobiegający z oddali budził w nim tę przeklętą nadzieję, którą zaraz odbierała wszechobecna cisza. Na komórkę nawet nie patrzył – uwierzył w teorię o rozładowanym telefonie Dymitra. Zresztą, gdyby Dima chciał zadzwonić, na pewno by to zrobił. I to już dawno.
Po nieprzespanej nocy umysł z reguły fiksuje, miesza rzeczywistość z fikcją, plącze zmysły i podsuwa koncepcje, na które przy pełnej przytomności nie sposób wpaść. Albo zwyczajnie się o nich nie myśli. Tak też było z Emilem, gdy koło piątej, wykończony tak fizycznie, jak psychicznie, odkrył kolejną – prawdopodobnie ostatnią – wielką szansę.
Komórka, nie bacząc na cokolwiek niecną porę, poszła w ruch.
Pierwszy sygnał… Błagam, niech odbierze, niech nie ma głębokiego snu.
Drugi… W słuchawce wciąż panowała cisza.
Po trzecim Emil zaczął wątpić. Chciał już się rozłączyć, gdy nagle między piskliwe dźwięki wdarł się zaspany głos:
– Iwan Ignatjewicz Karpiejew, słuuu…? – Koniec zdania zginął w rozdzierającym ziewnięciu.
– Wania, ja przepraszam, że o tej porze… – Nagle chłopak zdał sobie sprawę, która jest godzina. O piątej nie powinno się budzić porządnych obywateli – nawet gejów bez gustu, szukających tylko okazji do wydania paru tysięcy rubli.
– Do diabła, młody, żeś mnie na-aa-astraszył. – Wania znów ziewnął, teraz jednak jego głos stał się nieco przytomniejszy. – Myślałem, że to te skurczybyki z Meksyku…
– Rozmawiasz z nimi po rosyjsku? – zdziwił się uprzejmie Emil, bębniąc niecierpliwie palcami o blat stojącej obok komody.
– Czepiasz się – usłyszał. – No ale chyba chciałeś coś powiedzieć. To mów.
Nadzieja odpływała powoli. Skoro miliarder wykazywał takie zaciekawienie, raczej mało prawdopodobne, by Dymitr się u niego znajdował. W przeciwnym wypadku Wania pewnie domyśliłby się, jaka jest przyczyna tego telefonu. I to o piątej!
– Ja… Ja z takim pytaniem. – Emil, wciąż trzymając się kurczowo ostatniej deski ratunku, postanowił udawać beztroski ton. Głupio by się czuł, gdyby wyszło na jaw, że panikował, a prezes Daewoo Togliatti tak naprawdę ponad dobę przesiedział z przyjacielem w jakimś pubie. A to akurat było w stylu ich obu. – Widziałeś się może ostatnio z Dimą?
Te dwie, może trzy sekundy, zanim Wania odpowiedział, znów sennym i półprzytomnym głosem, wydały się chłopakowi wiecznością.
Odpowiedź jednak, która po nich nastąpiła, wynagrodziła w pełni męki oczekiwania.
– No ba, pewnie.
– I jest u ciebie? – Pełne nadziei pytanie wyrwało się Emilowi wbrew woli. Nic nie mógł poradzić na to, że chciał wiedzieć teraz, zaraz, natychmiast. Że chciał wreszcie odetchnąć z ulgą, choćby obaj panowie mieli się z niego potem do końca życia naśmiewać.
Wania parsknął z rozbawieniem.
– Z tego, co mi wiadomo, nie – oznajmił, na dobre rozbudzony. – Ale chcesz, to mogę sprawdzić…
– Nie trzeba. – Emil zmarkotniał. Zaraz też ostatnia iskra oczekiwania błysnęła w nim, a on za wszelką cenę starał się jej nie zgasić: – A kiedy się z nim widziałeś?
– No jak to? – zdziwił się Karpiejew. – Na imprezie po meczu. Myślałem, że…
– Aha, jasne. To przepraszam, że cię obudziłem. – Nie chciał, żeby Wania słyszał rozczarowanie w jego głosie. Nie chciał pokazywać, że coś jest nie tak. Przecież to by niczego nie zmieniło – po cóż więc martwić kolejną osobę?
– Emil… Nie rozłączaj się! – dobiegł go jednak ostrzegawczy głos i już wiedział, że tak łatwo się nie wywinie. Czegokolwiek by teraz nie pragnął – a niewiele miał marzeń poza tym oczywistym oraz prozaicznymi kilkoma godzinami spokojnego snu – musiał zacisnąć zęby i, wciąż konsekwentnie odgrywając rolę dzielnego chłopca, pokrótce opowiedzieć Karpiejewowi, co zdarzyło się w noc po triumfie Daewoo Togliatti.
Kilka godzin później, gdy sierpniowe słońce znów prażyło niemiłosiernie, a ptactwo wszelkie maści urządzało koncerty za oknem, w mieszkaniu na przedmieściach panował niezły rozgardiasz. Po ciszy nie pozostał nawet ślad, kiedy mniej więcej o tej samej porze u Emila zjawili się zarówno Natasza – ona przynajmniej się zapowiedziała, mrucząc gniewnie w słuchawkę – jak też Wania. On z kolei nie informował o swoim przybyciu, ale po tym, jak zakończył rozmowę („Ja mu dam wszystko pod kontrolą!”, wypowiedziane zupełnie nieadekwatnie do wywodu Emila), można było wnioskować, że to dopiero początek.
Siedzieli teraz we troje w wielkim salonie, a młodemu żużlowcowi krążyło bezustannie po głowie, że jeśli ktoś się przejmuje zniknięciem Dymitra, to chyba tylko on. Przynajmniej gdy chodziło o przejmowanie się w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Klubowa pani psycholog oraz prezes koncernu Daewoo wydawali się raczej wściekli.
– Emil, czym ty się martwisz? – westchnął Wania, na chwilę gasząc ogień piekielny tańczący w jego oczach. – Jak go znam, to Dima pewnie chleje teraz w jakimś pubie, beze mnie – wtrącił z odcieniem irytacji – ewentualnie budzi się po nocy spędzonej w aucie. Niekoniecznie sam…
Natasza obdarzyła miliardera morderczym spojrzeniem.
– Wolałabym, żeby jednak sam – burknęła, wstając z fotela i ruszając ku drzwiom. Wania, wbrew powadze sytuacji, parsknął cichym śmiechem, mamrocząc coś pod nosem. Emil nie dosłyszał – zresztą, i tak nie rozumiał, o co chodzi. A że o coś chodzić musiało, to było pewne.
Tylko że w tym momencie nie miał siły zawracać sobie dodatkowo głowy rewelacjami na linii panna Ławriczenko – Dymitr – Iwan Ignatjewicz Karpiejew. I bez tego miał wrażenie, że mózg zaraz mu eksploduje.
Zostawiając nachmurzonego Wanię sam na sam z telefonem, który właśnie rozdzwonił się miliarderowi, Emil również wstał, po czym udał się do kuchni. Miał zamiar zrobić sobie jakąś orzeźwiającą herbatę. Albo kawę – organizm bowiem stanowczo domagał się snu lub kofeiny, najlepiej zaś jednego i drugiego.
To czekanie go zabijało.
Natasza siedziała z podwiniętymi nogami na krześle, tym samym, które okupowała przed pamiętną kłótnią po nocy spędzonej w ich domu. Swoją drogą, to zabawne, że człowiekowi ostają się w pamięci takie głupie szczególiki.
– Emil… – zaczęła łagodnie, nawijając sobie na palec kosmyk czarnych włosów. Wciąż balansowała między złością a melancholijnym smutkiem. – Co ty mu właściwie nagadałeś?
Westchnął, odwracając się do niej tyłem. Był pewien, że córka trenera solidnie go obsztorcuje, gdy pozna kulisy awantury, o której dotąd wiedziała tylko, że takowa miała miejsce. Jako psycholog z pewnością by zrozumiała, o co Dima tak się wściekł.
– Przepraszam, że pytam – usłyszał jeszcze, gdy nieudolnie próbował odgrywać pochłoniętego poszukiwaniem puszki z kawą. – To nie wścibstwo. Może to podpowie nam, gdzie go szukać.
Całkiem logiczny argument, choć Emil nie wierzył, by wspomnienie jego podłych słów miało w czymkolwiek pomóc. Nie zaszkodziło jednak spróbować. O ile, oczywiście, znalazłby w sobie dość siły, żeby powtórzyć to, co powiedział wtedy, w chwili gniewu, z premedytacją pragnąc skrzywdzić najbliższą osobę.
Przemknęło mu przez myśl, że powinien teraz potłuc wszystkie lustra, jakie napotka na swej drodze. Nie zniósłby już widoku własnej, parszywej gęby.
Westchnął z boleścią, przysiadając na stołku. Starannie unikając wzroku Nataszy, zaczął, co kilka słów łapiąc oddech:
– Zabij mnie za to…Ale byłem wściekły i rozgoryczony…Chciałem się z nim pokłócić… Chciałem, żeby jego też zabolało… A on się po prostu tłumaczył, jakby nie wiedział, że to już niczego nie zmieni.– Urwał na chwilę, w milczeniu wpatrując się w płynące po niebie szarawe chmury. Natasza niespiesznie obracała w dłoniach wyjęte z koszyka jabłko, jakby nie była pewna, czy chce się w nie wgryźć, czy wystarczy jej sam widok soczystego owocu. – I powiedziałem – oświadczył wreszcie. Wydawało mu się, że prawie krzyknął, choć tak naprawdę jego głos przeszedł w złamany szept. – Nie pytaj mnie, dlaczego, bo sam tego nie rozumiem.
– Ale co powiedziałeś?
– Że chciałbym wrócić do ojca – dokończył, a przed oczami nagle mu pociemniało. W jednej chwili znikła Natasza, znikło jabłko i twardy, niewygodny stołek.
– Lubisz Petersburg?
To pytanie zabrzmiało dziwnie, absurdalnie wręcz, zwłaszcza biorąc pod uwagę, z czyich ust padło. Tu i teraz, pośród dymu spalin, na chodniku między tętniącymi życiem willami a wiecznie zakorkowaną ulicą, wydało się oderwane od rzeczywistości.
Nie odpowiedział. Nie wiedział, co mógłby odpowiedzieć.
– To może inaczej. Masz tu… hm… dom, masz przyjaciół i ojca, masz swój świat…
– Brzmi, jakbym był schizofrenikiem – skomentował zgryźliwie, kopiąc leżącą przed nim puszkę. Wydała metaliczny dźwięk, odbijając się o przewrócony śmietnik i lądując na stercie równie bezużytecznych przedmiotów. – Ten, jak to nazywasz, „dom”, najchętniej bym podpalił, moi przyjaciele mają podobne marzenia, a ojciec… Nie gadajmy o nim, co?
– Wydawało mi się, że jesteś z nim bardzo związany.
Wcisnął ręce głębiej w kieszenie dżinsów. Może kiedyś… Może był taki czas, gdy naprawdę czuł, że potrafi ojcu wybaczyć wszystko, nawet to, że przez niego wylądował w brudnym i biednym Domu Dziecka, gdzie właściwie nikogo nie obchodził.
Ale nie teraz.
Znów nie odezwał się ani słowem, wykrzywiając tylko usta, by dać do zrozumienia, jak bardzo go ten temat drażni.
– Młodzieńczy bunt – usłyszał podsumowanie własnej postawy. – Nie martw się, też to miałem.
– I nigdy ci nie przeszło, nie? – spytał, odgarniając z czoła przydługie włosy. – Daj szluga! – poprosił nagle, czując narastającą złość na świat i na podłe, podłe życie. Od jakiegoś czasu tak właśnie leczyli z kolegami skołatane nerwy. Faktycznie pomagało. – Daj, przecież wiem, że masz!
– Mowy nie ma. Wystarczy, że siebie truję; ciebie nie mam zamiaru.
No tak. Czego właściwie się spodziewał? Powinien jeszcze usłyszeć „dostaniesz jak dorośniesz”. Oni wszyscy tak mówili…
– Nie obrażaj się, młody. Kiedyś będziesz mi wdzięczny… Ale dobra, my tu gadu-gadu, a przyszedłem z konkretną sprawą.
O, to brzmiało intrygująco. Na chwilę porzucił naburmuszoną minę, spoglądając wyczekująco i nadstawiając ucha.
– Wreszcie się urządziłem i nie pytaj, ile nerwów mnie to kosztowało. Mieszkanie spore, a ja sam jak palec, no rozumiesz… I tak sobie pomyślałem, że może chciałbyś się do mnie wybrać?
Uniósł brwi, zapominając o tym, że przecież jest ciężko obrażony. Wprawdzie perspektywa podróży przez jakieś dzikie stepy – jak wyobrażał sobie wszystko, co znajdowało się poza Petersburgiem – napawała go pewnym odcieniem lęku, lecz czy nie warto było i tego ścierpieć dla chociażby kilkudniowego odpoczynku od szarej rzeczywistości?
Oderwać się od tego wszystkiego… Cóż za cudowna perspektywa!
– Pewnie! A na ile? – spytał, gotów w razie czego błagać o przedłużenie najlepszego czasu jego nastoletniego życia.
– Nie, nie, chyba źle się wyraziłem. Chodziło mi o to, żebyś ze mną zamieszkał.
I wtedy właśnie, pod wpływem jednego jedynego zdania, świat po kilku latach na nowo nabrał barw.

– Emil, słuchasz mnie w ogóle? – zirytowała się Natasza, przerywając wspomnienie dokładnie w momencie, gdy on poczuł ukłucie w sercu.
– Przepraszam, zamyśliłem się – przyznał ze skruchą. – Ale chyba nie chcę słyszeć, co o mnie myślisz… – dodał, markotniejąc jeszcze bardziej. Tamta scena, choć piękna, teraz tylko spotęgowała jego smutek.
– Każdy czasem mówi coś, czego potem żałuje – odezwała się enigmatycznie, głaszcząc jabłko opuszkami palców. – Zresztą, na was obu jestem zła chyba tak samo – westchnęła, nie patrząc na niego.
Nie zrozumiał, dlaczego Natasza złości się na Dymitra, chociaż… Może miała rację. W końcu – czy tak się zachowuje dorosły facet? Czy zostawia wszystko i znika Bóg wie gdzie tylko dlatego, że ktoś powiedział mu o parę słów za dużo?
On sam pewnie też byłby wściekły na Dimę – gdyby nie te potworne wyrzuty sumienia oraz świadomość, że teraz siedzi w domu i się zamartwia z własnej wyraźnej woli. Jakkolwiek kuriozalnie by to nie brzmiało.
– Słuchaj… – W głosie córki trenera zabrzmiała nagle nuta, która kazała mu oderwać się od ponurych rozważań i z nadzieją nadstawić ucha. – …A może istnieje jeszcze ktoś, u kogo Dima mógłby się zaszyć? Rozumiesz, poczuł się zraniony, na pewno potrzebował jakiejś przyjaznej duszy, z którą mógłby szczerze pogadać i… Do kogo by pojechał, jak sądzisz?
Emil wiedział o jednej takiej osobie. I choć wydało mu się to zgoła nieprawdopodobnie, choć początkowo odrzucił tę opcję… Teraz pomyślał, że przecież Dymitr słynął z niekonwencjonalnych pomysłów. Zwłaszcza w momencie, gdy znalazł się niejako pod ścianą.
To było absurdalne, ale nie niemożliwe.
– Jest ktoś taki – odezwał się wreszcie, a głos drżał mu z emocji i od tej irracjonalnej – który to już raz? – nadziei. – O ile dobrze mi się zdaje, gdzieś tu jest nawet jej numer…
– Jej? – spytała z boleścią Natasza.
Ale on już nie słuchał. Pędem rzucił się do obszernego hallu, skrzypieniem podłogi budząc z letargu przysypiającego w salonie Wanię. Na lustrze nad komodą od niepamiętnych czasów wisiała karteczka z „przydatnymi telefonami”, jak to Dima określił. Spełniała bardziej funkcję ozdobną, bowiem Dymitr wszystkie te numery miał na stałe wklepane w komórkę, Emil zaś większości z nich nie potrzebował.
Aż do dziś.
Spojrzał na żółty, przybrudzony karteluszek o właściwościach samoprzylepnych. I znieruchomiał, widząc pośród rzędu nazwisk to jedno, które wydało mu się naprawdę ostatnią nadzieją.
Julia Piotrowa.


Joanna Andriejewna Bazgrolnikowa 2/04/2010 21:31:53 [Powrót] Opinie?


Piwo? Tych szczyn nie ruszam, ja tylko mocne rzeczy piję, do wtóru palę koszmarne ilości tanich fajek, morduję jak wspomnieć o przeszłości i wyznaję życiową filozofię "żadnych interakcji", nie wspominając już o kolorze oczu i leworęczności : P
Mal - JODWP 8/04/2010 19:25:30
| brak www IP: 82.210.164.151

Mal: Ja tam Lill nie wierzę :D. Ale skoro istniejesz, to znaczy, że żłopiesz piwo hektolitrami, oglądasz żużel i palisz tanie fajki? :D :D :D
Wania 7/04/2010 19:50:09
| brak www IP: 94.40.28.133

Zresztą, ze mnie to taka damska ta wersja, że hoho. Więc istnieję, o! Skoro niezbadany jest wciąż ten świat, to zapewniam, że realna wersja Prezia istnieje - Lill widziała! - ino co do babskości - to dyskusyjne.
Mal - JODWP 7/04/2010 14:24:21
| brak www IP: 82.210.164.151

Mal: W życiu różnie bywa. Zobacz, ja np. jestem wymyślony, a istnieję :D :D :D.
Wania 6/04/2010 23:03:09
| brak www IP: 94.40.28.178

Odzywam się dopiero teraz, bo chciałam... eee... skomentować całość? ^^ Nie wiem, głupio jakoś na przykład pytać o coś, co zostaje wyjaśnione w następnym rozdziale.

A... kim jestem? Jak ja mam ci na to pytanie odpowiedzieć? :) Że autorką "Kapryśnych wen" - wiesz. Że podpisuję się jako A. - też wiesz. Czegóż jeszcze ci trzeba?! xD
A. 6/04/2010 22:53:23
| http://kaprysne-weny.blog4u.pl IP: zalogowany

Mes: Emil cierpi za własne grzechy, taki lajf. Brutal w sensie.
Prezio jest gorzej niż desperat xD

Mal: Dima w kanale? Ciekawa wizja. Oby nie w La Manche.

Wania: Jej to się już nie da pogorszyć xD

Alette: Dymitr zwiał gdzieś, kiedyś. Wkrótce się okaże, dokąd i po co.

Mal2: Istniejesz, kochana, istniejesz. Przecież cię widziałam!

A.: aktualka będzie przy aktualce całości. PS: Kim jesteś? ;> Nie żeby coś, lubię wiedzieć, kto mi Szkołę czyta i odzywa się dopiero przy okazji 17 rozdziału xD

Wszyscy: Ludzie, co wy macie z tą zazdrosną Nataszą? xD
J.A.B. 6/04/2010 20:06:30
| brak www IP: 91.94.97.10

Natasza zazdrosna... ^^ I co z tym Dimą, kurde? Zniknął bez śladu, do nikogo się nie odzywa... Ciekawe, ciekawe.
A. 6/04/2010 15:25:46
| http://kaprysne-weny.blog4u.pl IP: zalogowany

Eeeeej, co to ma być, na stronie z komentarzami brak odnośnika do najnowszego rozdziału? Aktualizować mi tu zaraz! xD
A. 6/04/2010 15:15:24
| http://kaprysne-weny.blog4u.pl IP: zalogowany

Jak Damska Wersja Prezia nie istnieje? Że ja nie istnieję? Liiiiill! Prawda, że istnieję, prawda, prawda?
Mal - JODWP 4/04/2010 23:17:17
| brak www IP: 82.210.164.151

Siekiera nie jest dla mnie narzędziem zbrodni wystarczająco... poetycznym? Chłopak zachował się jak rzeźnik i do końca życia mu tego nie wybaczę. A Zbrodnie i kar i tak przeczytam, bo pani każe...Co ja mogę?


Rozdział mnie irytował. Gdzie ten przeklęty Dymitr? Nie mogłam nawet spokojnie czytać, tylko od razu zaglądnęłam na koniec. A Emila lubię coraz bardziej. Gdyby Natasza wiedziała kim jest Julia, z pewnością nie byłaby zazdrosna. Że też nikt nie pomyśli o jej zranionym serduszku.

A propos - cenię wielu aktorów, ale akurat Robert to moja słabość.
Alette 3/04/2010 10:36:08
| brak www IP: 89.239.115.43


Podstrona: *1* / 2